Jubileusz 25-lat Starych Koni i wigilia 2022

 

1997-2022

Wielki Jubileusz –
25 lat Starych Koni

i
Wigilia2022

Wrocław, 10 XII 2022 r.

25 LAT !

W roku 2022 stuknęło Starym Koniom 25 lat istnienia – ćwierć wieku dobrej zabawy,  ekscytujących eskapad konnych, ognistego tańcowania, wyczynów wodnych, górskich  i rowerowych, klimatycznych opłatków. W najśmielszych snach nikt się nie spodziewał, że ruch spontanicznie nazwany „Stare Konie” przetrwa tyle czasu, że wręcz będzie się z czasem umacniał i rozrastał, a spotkania staną się w rocznym grafiku wielu osób   ważnym punktem programu.
Przeżyliśmy rozmaite lecia – 10-ty, 20-ty, 30-ty spęd, X-lecie, XX-lecie, obecne XXV-lecie Starych Koni, 40 lat AKJ, 50 lat AKJ, rajd X, rajd XX… ileż to wspaniałych spotkań, przeżyć, pomysłów, niewyczerpany worek niespodzianek. Kreatywność jednych nieograniczona, niesłabnąca potrzeba innych uczestniczenia tych wydarzeniach.

Przeżyliśmy różne lecia – tutaj X spęd Starych Koni, Książ 2002

Spęd XXX,  Nowinka 2021
Jubileusz 10-ciu lat Starych Koni, Kąty Bystrzyckie 2007, tort jubileuszowy Jubileusz 20-tu lat Starych Koni, Karpacz  2017

 

Komitet organizacyjny aktualnych wydarzeń jubileuszowych (Hania Olowa i Marysia) postanowił połączyć Wielki Jubileusz i wigilię 2022 w jedno spotkanie. Termin ustalono na dzień 10 grudnia. Informacja poszła w świat i wkrótce zaczęły napływać zgłoszenia. Lista osób nieznacznie się zmieniała, co rusz ktoś ubywał, ktoś przybywał. Ostatecznie pojawiło się 37 osób. Miejscem spotkania była „Orbita”, lokal w kompleksie sportowo-widowiskowym przy ulicy Wejherowskiej we Wrocławiu, gdzie  obchodziliśmy już dwukrotnie wigilie i bardzo się wszystkim podobało. Były wtedy piękne, świąteczne dekoracje, dużo miejsca, nawet dla licznej grupy, smaczne jedzenie. Ważnym atutem tego miejsca jest duży parking i łatwość zaparkowania. Nie szukaliśmy więc nic innego.


Tym razem obstalowaliśmy podwójną imprezę, Jubileusz i wigilię – więc w planie był  pomiędzy jednym a drugim galowym posiłkiem spacer. W pobliżu są wały nad Odrą, park miejski, a nawet był przez chwilę pomysł wyprawienia się do Osobowic, powąchać stare kąty. Jednak rzeczywistość zweryfikowała te ambitne plany, program był tak napięty, że nie dało się nawet nosa wyściubić poza mury „Orbity”.

Goście się schodzą Jak miło się spotkać


Około godz. 14.00 Marysia otwarła zgromadzenie i powitała gości, w tym licznych  przyjezdnych. Najdalej, bo z Gdańska, przybyli Wojtek z Alą i gitarą. Z Warszawy zjawiła się Staszka, Kach i Jurek medialny. Ze Śląska przyjechał Olek kapitan z połowicą, a z Zielonej Góry Mścich, również z połowicą. Po powitaniu głos zabrał I prezes AKJ Krzysiu Lorenz i opowiedział jak doszło do założenie Akademickiego Klubu Jeździeckiego w grudniu 1965 roku i kto się do tego najbardziej przyczynił. AKJ wrocławski był jednym z pierwszych studenckich klubów jeździeckich w Polsce, był też jednym z najliczniejszych i najsprawniej działających. Przez cały okres swego istnienia posiadał własną stajnię, własne konie i sprzęt jeździecki, a w końcu nawet własny hipodrom (Świniary). Głównym inicjatorem powstania AKJ był Krzysiu Lorenz, ale wśród pierwszych zapaleńców i działaczy był też Czesiu Nowak, Mirek Soroka, Heniu Geringer, Jurek Olek i parę innych osób, w tym wielu całkiem zapomnianych. Krzysiu przyznał że mógłby długo mówić o początkach AKJ, ale czas gonił, a powodem spotkania były inne czasy.

Spotkanie otwarła Marysia Po powitaniu głos zabrał I prezes AKJ Krzysiu Lorenc

 

Następnie głos zabrała Hania Olowa i przedstawiła garść statystyki dotyczącej już Starych Koni, czyli naszego minionego ćwierćwiecza.
Wygląda to tak:
Spędów odbyliśmy 30, te 30 spędów spędziliśmy w 27 miejscach:  8 w Kotlinie Kłodzkiej, 5 w Kotlinie Jeleniogórskiej, 6 na Pojezierzu Lubuskim, 6 w Książu i okolicach, 2 w Wielkopolsce, 3 we Wrocławiu.
Bali było 13 w 10-ciu miejscach.
Rajdów było 21 – 6 huculskich w Beskidzie Niskim i 15 na dużych koniach. Rajdów na dużych koniach odbyliśmy 12 w Bieszczadach, 1 w Beskidzie Niskim, 1 na Pogórzu Dynowskim i 1 w Górach Słonnych. 10 rajdów było z codzienną zmianą miejsc, 11 gwiaździstych i mieszanych.
Rajdobozów było 21 – 8 w Rakowie, 8 w Komorzu, 1 na Mazurach, 3 w Salinie i 1 w Jarosławcu.
Na wigilijnym opłatku spotkaliśmy się 20 razy w 16-tu miejscach.
Statystyka jest tak imponująca, że dech zapiera. A biorąc pod uwagę że frekwencja na naszych ostatnich imprezach rośnie, można podsumować : „tak trzymać”.

Tak trzymać!!!


Po części oficjalnej o głos poprosiła Jarka, by spontanicznie wyróżnić dwie osoby, które w jej odczuciu szczególnie przyczyniają się do utrwalania wizerunku Starych Koni – Formisię czyniącą to piórem, Andrzeja Liska aktywnego kamerą. Było to bardzo miłe. Ale wyróżnień nie był koniec: Marysia miała dla aktywistów złote podkowy z ryżu, którymi uhonorowała wymienionych wyżej, ale także Krzysia Lorenca, od którego AKJ się zaczął, Ola, głównego przywódcę Starych Koni, Wojtusia, niezmordowanego gitarzystę i Jurcia medialnego, za całokształt dokonań filmowych.
W międzyczasie kelnerki wniosły obiad i przystąpiliśmy do spożywania. Obiad był wykwintny i smaczny, był to też czas żeby pokonwersować z sąsiadem z boku lub zza stołu, bo tego też byliśmy złaknieni. Obiad zakończyliśmy „zdrowiem konia”, obowiązkowo na stole – choć nie każdy się zdyscyplinował w tym względzie. „Zdrowie konia” wypiliśmy szampanem.

Obiad był wykwintny Po obiedzie odśpiewano „zdrowie konia”


Nasyceni przeszliśmy do drugiej sali i część rozrywkową spotkania zainaugurował Andrzej, pokazując nostalgiczny film z początkowych spędów Starych Koni, które zawsze niezmordowanie kręcił. Z rozrzewnieniem oglądaliśmy tamte spotkania, ale też rozczulające było jacy piękni wszyscy byliśmy…
No cóż, ale nikt się teraz specjalnie nie zmienił.
A w planach jest spotykać się do końca świata i o jeden dzień dłużej.
Po filmie pokazującym dawne spędy Andrzej pokazał film ze ślubu Ety i Paula w Australii, gdyż takowy się odbył w listopadzie i rzecz jasna była tam nasza delegacja.  Z przyjemnością zobaczyliśmy jak nasza koleżanka kwitnie tam na tych antypodach, ale  miło było też widzieć jakie piękne druhny miała na ślubie (Renia, Marysia, Dorota). Cała delegacja zaprezentowała się pierwsza klasa.
Czas naszego spotkania płynął w sielskiej atmosferze. W międzyczasie podjadaliśmy rozmaite wspaniałe ciasta, upieczone przez nasze dziewczyny, był też czas aby pośpiewać, trochę kolędy, trochę repertuar ogniskowy. Ale trzeba uczciwie przyznać, że na śpiewanie zbyt dużo czasu nie mieliśmy, program gonił.

Andrzej pokazał nostalgiczny film z początkowych spędów Atmosfera spotkania była radosna Był czas pośpiewać kolędy i piosenki ogniskowe


Bo oto Marysia wydala komunikat, że za chwilę odbędzie się konkurs rysunkowy, w którym uczestnictwo jest obowiązkowe. Rozdała kartki papieru, ołówki i podała temat – na jednej stronie narysować konia, z tyłu napisać „co mi konie dały”. Powiało niedowierzeniem, no bo jak tu rysować konia, gdy się rysować kompletnie nie umie. Ale nie było odwołania ani żadnej taryfy ulgowej, więc każdy dzielnie przystąpił do dzieła. Wyznaczono jury w osobach Jagi, Staszki i Jarki. Po pewnym czasie dzieła zostały zebrane i oddane jurorom, a w oczekiwaniu na werdykt raczyliśmy się słodkościami. Okazało się że jury mniejszą wagę przywiązywało do wartości artystycznej naszych  produktów, a bardziej do oryginalności wyznania: „co mi dały konie”, przynajmniej w odniesieniu do zwycięzcy. Bo zwyciężczyni, Iwonka, tak podsumowała co jej dały konie – radość, wolność i złamany kręgosłup. Wszyscy wiemy że Iwonka latem spadając z konie złamała kręgosłup szyjny, więc nikt jej nie zdołał  przebić w niezwykłości końskich doznań – wygrała bezapelacyjnie. Drugie miejsce przypadło Astrid, gdyż obrysowała swojego, całkiem zgrabnego konika  taką masą kwiatków i innych radosnych elementów, że nagroda się należała. Trzeci wyczyn należał do Aldony. Dziewczyny dostały nagrody, a po chwili zadrgały struny gitary i znowu trochę pośpiewaliśmy.

Marysia zapowiada konkurs rysunkowy Konkurs rysunkowy wygrała Iwona


W tym czasie kelnerki wnosiły na stoły kolejne półmiski i po chwili zasiedliśmy do kolacji wigilijnej. Rozdano opłatki, Marysia złożyła wszystkim ogólne życzenia świąteczne i tym samym znaleźliśmy się w nowym klimacie, w klimacie świątecznym. Był barszczyk z uszkami, ryba po grecku i śledzie, sałatka i różne pierogi, w końcu kutia. Wydawało się że po sutym obiedzie wieczorny posiłek nie będzie miał wzięcia, ale nic mylnego – wcinaliśmy ze smakiem. Ktoś nieśmiało wspomniał o planowanym spacerze, ale zrobiło się ciemno, a program nadal był daleki od zrealizowania, więc daliśmy spokój.

Pierogi na wigilii muszą być Kutia też….


Kolejnym punktem spotkania był quiz ze znajomości historii Starych Koni, autorstwa Formisi. Quiz polegał na tym, że na ekranie pojawiało się zdjęcie, a w ślad za nim pytanie – kto to, gdzie to, co to…  Dobra odpowiedź dawała 1 pkt bonifikacyjny, cząstkowa 0,5 pkt. Powołano jury w osobach: Iwona, Wandzia i Hanka Olowa do zliczania punktów. Zdjęcia były pokazywane bez zachowania chronologii i logiki, jeden wielki misz masz. Zdjęć było 42 i bynajmniej nie dotyczyły jedynie wyczynów jeździeckich, lecz różnych zdarzeń z bali, spędów, rajdów i wszelkich innych spotkań. Emocje były duże i czasem trudno było rozstrzygnąć kto pierwszy dał dobrą odpowiedź. Jury miało co robić. Ostatecznie po podliczeniu punktów zwycięzcą okazał się Olo, co nie było wielką niespodzianką. Olo prowadząc naszą stronę internetową jest „otrzaskany” z historią Starych Koni, a pamięć ma fenomenalną. Drugie miejsce zajęła Jaga, a trzecie Marysia. Cała trójka dostała nagrody, a nagrodą były małe popiersia koników z okolicznościową tabliczką i kokardką.

Historię Starych Koni najlepiej zna Olo – zwycięzca quizu Miejsce II zajęła Jaga, a III Maria Nagrodą było popiersie konika z kokardką 


Takiego konika dostał też Wojtek, który co prawda nie wygrał quizu, ale jego niezłomność  w gitarowych wyczynach jest godna nieustannego doceniania. Tym razem przyjechał  pociągiem znad morza z takim wielkim pudłem… brawo dzielny kowboju.
Chwilę pośpiewaliśmy, ten i ów wypił kolejną kawę, a tu już ogłoszono następną zabawę. Marysia z Hanką rozdały wszystkim papier kolorowy, do tego klej i nożyczki. Padło hasło: kleimy łańcuch na choinkę.  Pocięliśmy swoje papiery na wąskie paseczki i wśród śmiechu i pogaduszek każdy kleił swój łańcuch. Gdy były gotowe, dziewczyny zarządziły że cząstkowe łańcuchy sklejamy w jeden długi i kolorowy, którym ostatecznie ubierzemy jedną z choinek na sali, których było za plecami kilka. Była to piękna i klimatyczna zabawa, a przede wszystkim coś nowego, czego nigdy wcześniej nie wymyśliliśmy. Stworzyliśmy łańcuchowy krąg, by zachłysnąć się ciepłym, świątecznym klimatem. Ostatecznie giga-łańcuch wylądował na wybranej choince. Potem były fotki z łańcuchową choinką i fotki grupowe. Tym pięknym akcentem z żalem zakończyliśmy jubileuszowy spęd i jubileuszową wigilię.

Zrobiliśmy mega długi łańcuch nya choinkę Była zabawa
Każdy chciał mieć fotkę z choinką ubraną w „nasz” łańcuch Spędziliśmy piękny czas

 

Rozeszliśmy się z nadzieją na szybkie, kolejne spotkanie.

 

Tekst i opracowanie: Formisia
Zdjęcia: Formisia i inni
Wstawił na stronę: Olo