Pożegnanie Heniutka

 

Mowa pożegnalna, którą wygłosił na pogrzebie Henia w imieniu „Starych Koni” Wuja Woyt

 

   

 

Pożegnanie człowieka jest zawsze trudne, szczególnie gdy odchodzi ktoś kogo się dobrze znało i komu się wiele zawdzięcza.

W takiej chwili sięgamy pamięcią do chwil spędzonych razem, do wspomnień które zmarły pozostawił w naszej pamięci.

Myślimy o przyszłości, rozważając skutki dla naszego życia wynikłe z utraty przyjaciela.

Myślimy też o cechach charakteru zmarłego i o tym, jak jego życie wpłynęło na nas samych.

Refleksje te mają nam pomóc pogodzić się z losem i pustką, której wypełnienie wydaje się niemożliwe. Swój ból najbliżsi i przyjaciele próbują ukoić łzami. Nie powstrzymujmy ich, w majestacie śmierci są one potrzebne i oczyszczają zbolałe serca.

Śmierć Henia, poprzedzona wielomiesięczną, heroiczną walką o przezwyciężenie choroby nowotworowej, dotknęła boleśnie grono Starych Koni, któremu od przeszło dwudziestu lat przewodził, będąc animatorem i organizatorem corocznych rajdów konnych, rajdoobozów i spędów.

Henia poznałem pięćdziesiąt lat temu w 1969 roku na moim pierwszym rajdzie wrocławskim. Do udziału w tym rajdzie zostali zaproszeni przedstawiciele kilku działających wówczas Akademickich Klubów Jeździeckich. Ich reprezentanci podzieleni zostali na odrębne wachty, do odpowiedzialności których należał odpas koni i przygotowanie posiłków dla wszystkich uczestników. Heniu dowodził wachtą wrocławską. Tak się złożyło, że na jego dyżurze doszło do katastrofy, polegającej na przypaleniu wielkiego gara makaronu. Dla rozładowania atmosfery napięcia, towarzyszącej tej stracie, zaproponowaliśmy zorganizowanie uroczystego pogrzebu makaronu. Orszak żałobników wyprowadził ceremonialnie garnek poza teren obozowiska, gdzie dokonaliśmy pochówku przy wtórze żałobnych pieśni i przemówień.

Przytaczam dzisiaj tą anegdotę nie bez kozery. Żegnamy bowiem Przyjaciela, któremu zawdzięczamy tysiące chwil wypełnionych śmiechem i beztroską zabawą.

Po latach przerwy w kontaktach, z inicjatywy Andrzeja Olszowskiego spotkaliśmy się ponownie w gronie uczestników wrocławskich rajdów. Na tym spotkaniu zrodziła się idea zorganizowania rajdu Starych Koni. Pierwszy z nich stał się możliwy dzięki kontaktom zawodowym Henia i pomocy Stadniny Koni Huculskich w Odrzechowej. Szeryfem został Heniu, który odtąd szefował wszystkim kolejnym edycjom tej imprezy.

Był wielkim Szeryfem, facetem z fasonem, obdarzonym niezwykłą charyzmą, zmysłem wnikliwej obserwacji oraz poczucia humoru, demonstrowanych zwłaszcza w kupletach układanych i śpiewanych na zakończenie rajdów.

Urodzony i wychowany w ziemiańskiej rodzinie zawsze zachowywał elegancję oczekiwaną u osób noszących z dumą rodzinny sygnet na palcu. Nawet żartując, nie pozwalał sobie na zachowania prostackie, choć w naszym środowisku granice przyzwoitości bywają mocno poluzowane.

Jak każdy Szeryf Heniu cieszył się niepodważalnym autorytetem. To pozwalało mu na ucinanie zbędnych dyskusji i podejmowanie decyzji, które – choć czasami po cichu kontestowane – miały moc sprawczą. Najzabawniejsza była procedura wyznaczania kolejności jazd. Co prawda pytał kto ma ochotę jechać na pierwszą, a kto na drugą zmianę, po czym – licząc zgłoszenia od prawej albo lewej strony – według trudnych do odgadnięcia kryteriów decydował o przydziale. Zawiedzionym pozostawały tylko „śmichy, chichy”. Sam zwykle wybierał jazdę w pierwszej grupie, obejmując w niej odpowiedzialną rolę jeźdźca „na zameczku”.

Jeźdźcem był bardzo doświadczonym. Mimo licznych, ciężkich urazów doznanych podczas uprawiania tej dyscypliny, nigdy nie zrezygnował z dosiadania wierzchowca. Całkiem ostatnio, na kilka tygodni przed odejściem, pomimo ogromnego osłabienia chorobą i przechodzenia chemioterapii, siadł na konia i sprawdzał swoje przygotowanie do tegorocznego rajdu.

Heniu był znawcą nie tylko hodowli koni ich ras i genetyki, ale znał się także na innych zwierzętach gospodarskich. Patrząc na stada krów wypasanych na bieszczadzkich połoninach mawiał, że są to „najszczęśliwsze krowy na świecie”. Objaśniał nam gatunki spotykanych owiec, a i o trzodzie chlewnej mógł wygłaszać referaty.

Obecność Henia zwalniała nas z myślenia, kogo powitać lub pożegnać, komu i za co należy podziękować. Robił to z właściwą mu elegancją i stylem, który ceniliśmy.

Lubił ogniskowe śpiewy. Często je inicjował, zwłaszcza że sam był doskonałym śpiewakiem. Kanon jego ulubionych pieśni został włączony do świeżo, opracowanego, jeszcze z jego udziałem, śpiewnika.

Niestety nasz wspaniały Szeryf „Heniutek” nie zaśpiewa już z nami ani jego ulubionych Amarantów, ani Carramby. Już nigdy na rajdach nie usłyszymy jego zawołania „Śniadanko…!”, nie wypijemy powitalnej „Geringerówki”. Zachowamy za to we wdzięcznej pamięci wspomnienie przyjaciela i kompana wielu radosnych, wspólnych przeżyć.

Żegnaj Heniutku! Twój duch pozostanie z nami do końca naszych dni, podczas wszystkich kolejnych rajdów, spędów, ognisk i starokońskich spotkań, które wierni Twoim inicjatywom będziemy kontynuować.

 

 

Henio odszedł od nas, ale pozostaje w naszej  pamięci. Jeśli ktoś chciałby podzielić się swoimi wspomnieniami lub refleksjami z Nim związanymi, niech napisze, a opublikuję na tym miejscu.

***

Najpiękniejsze lata w moim życiu  wiążą się z Osobą HGd’O a w szczególności dwa bardzo znaczące dla mnie wydarzenia
– Henio przyjął mnie do AKJ W-w jako prezes w 1967 roku co  pozwoliło mi przeżyć multum znakomitych przygód,
– w 2007 roku natomiast bardzo serdecznie kibicował przez   całe CDIO WROCŁAW mojej córce Marysi, która zdobyła wtedy   mistrzostwo Polski juniorów.

K.A.Ch.

***

Jesteśmy w głębokim smutku po śmierci Henia. Straciliśmy bliską nam osobę.Bedziemy z naszymi myślami i modlitwą na jego pogrzebie. 

Jola i Gerard

***

Wczoraj, późnym wieczorem, otrzymałem bardzo smutna wiadomość o Heniu. Wiedzialem juz wczesniej ze mial pancreatic cancer, stage four. Niestety to jest terminal zwłaszcza metastatic , no i stało się;  wielka strata. Żal mi też Marychy, o ile nie mylę się, oni byli małżeństwem tylko 9 lat, byłem na ślubie.
Proszę Cię o zamieszczenie poniższego na stronie:

Rest in Peace Heniu; legend never dies ….
R.I.P.
yankee

***

Dzisiaj dobiegły mnie smutne wieści o Szeryfie…Jestem zdruzgotana. Nie wyobrażam sobie co mogą przeżywać teraz członkowie grupy Stare Konie… Łączę wyrazy najserdeczniejszego współczucia i proszę o przesłanie Żonie Pana Henia moje najszczersze kondolencje.

Z wyrazami szacunku,
Żaneta Niczyporuk

***

Marysiu, składam Ci tą drogą szczere kondolencje. W ostatnich dniach  wspominam Henia i Ciebie i wszystkie spotkania w których miałam szczęście brać udział. Byliście wspaniali Jestem wdzięczna losowi że miałam okazję poznać Henia. On był niesamowity. I Ty też.
Trzymaj się, buziaki
Grażyna Formicka

 ***

Stare Konie, tak bardzo mi przykro z powodu Waszej straty. Pamiętam że Henio był duszą towarzystwa, i zdecydowanie będzie go brakować. Dobrze, że tak często można go zobaczyć  na zdjęciach i przeczytać o nim w kronikach!.
Julia Tabor

 

***

 

„Odejście Henia to wielka strata dla Starych Koni…. i także dla źrebaków.  Zawsze zapamiętam Heniowe poczucie humoru – kawę w Katedrze Hodowli Koni na UP, na którą wpadałam czasem i było bardzo wesoło, przemówienie z okazji topienia mojego wianka na rajdzie – jak ja się  wtedy uśmiałam…

Karolina Królikowska