WSTĘP – trochę historii


Na początku lat sześćdziesiątych, gdy po epoce stalinowskiego zamordyzmu nastała „odwilż” życie studenckie zaczęło nabierać rumieńców. Między innymi jak grzyby po deszczu zaczęły powstawać AKJ-ty. Tradycje ułańskie były jeszcze żywe wśród młodzieży, a tam, gdzie ze względów „politycznych” nie wolno było się na nie powoływać, zastępowały je (nie wiadomo czemu politycznie strawniejsze) tradycje kowbojskie, a o tamtych przypominały tylko śpiewane nad ranem przy ogniskach „Żurawiejki” i piosenki legionowe. Niemal w każdym ośrodku akademickim powstał Akademicki Klub Jeździecki. Jedne AKJ-ty były liczniejsze i bardziej aktywne, inne składające się zaledwie z kilkunastu zapaleńców, wiodły żywot cichy ale z fantazją. Taki stan rzeczy trwał do końca lat osiemdziesiątych, kiedy to wszystkie studenckie ośrodki jeździeckie uległy prywatyzacji, a kluby najczęściej rozwiązaniu.

       AKJ we Wrocławiu był jednym z pierwszych, który powstał, był też jednym z najliczniejszych i najsprawniej działających, a ponadto jednym z nielicznych, który przez cały niemal okres swojego istnienia, posiadał własną stajnię, własne konie i własny sprzęt jeździecki, a pod koniec własny hippodrom i ośrodek z prawdziwego zdarzenia (w Świniarach) zaprojektowany i zbudowany od podstaw przez członków klubu.
AKJ Wrocław założyła w roku 1965 grupa studentów Politechniki Wrocławskiej i innych wrocławskich wyższych uczelni, entuzjastów jeździectwa i dobrej przygody. Głównym inicjatorem całego przedsięwzięcia był Krzysztof Lorenz, wówczas asystent na Wydziale Chemii PWr. Klub działał przy RO ZSP i był jedną z agend biura „Almatur”, co dawało pewne profity, ale także stwarzało różne niespodziewane niedogodności, wszakże w ówczesnych realiach była to jedyna możliwość. W okresie, który opisuję, blisko 1500 studentów poznało w Klubie tajniki jazdy konnej, a ponad 100 związało się z jeździectwem na trwałe.

       W pierwszych latach istnienia, dzięki inwencji jego założycieli, Klub rozwijał się dynamicznie i z dużym rozmachem. Od gospodarstwa PGR Osobowice otrzymał w użytkowanie starą oborę, którą własnymi siłami wyremontował. W ten sposób powstała stajnia na 14 koni (z porcelanowymi żłobami!), siodlarnia, małe pomieszczenie klubowe a na strychu paszarnia. Prócz tego AKJ mógł korzystać z pobliskiej łąki, na której były prowadzone jazdy, a później, gdy dorobił się kompletu przeszkód, także odbywały się zawody jeździeckie. Las Osobowicki i pobliska polana Rędzińska były wymarzonymi miejscami do spacerów konnych, jazd terenowych i różnych biegów myśliwskich. Uroczyste otwarcie ośrodka nastąpiło dnia 22.IV.1967 roku i zostało uświetnione kadrylem w wykonaniu członków klubu. Konie, początkowo zakupione przez ZSP trzeba było w niedługim czasie sprzedać. Klub dysponował przez jakiś czas tylko dwoma końmi, podarowanymi przez PZJ. Później głównie bazował na kredycie zaciągniętym w PGR, za który kupował konie i paszę. Część koni, po zajeżdżeniu sprzedawał na aukcjach koni sportowych w Książu a z zysków tam osiągniętych, usiłował (bezskutecznie zresztą) spłacać swoje długi.

Od samego początku AKJ prowadził działalność zakrojoną na szeroką skalę, koncentrując się na trzech głównych kierunkach:

  • sportowym – prowadził sekcję zarejestrowaną w PZJ, jego członkowie brali udział w licznych zawodach w skokach a potem też ujeżdżeniu i WKKW; organizował zawody jeździeckie (w tym dwukrotnie Oficjalne Ogólnokrajowe i trzykrotnie CSA) był inicjatorem oraz organizatorem Pierwszych Jeździeckich Akademickich Mistrzostw Polski (1971). Wychowankowie Klubu odnosili liczne sukcesy w sporcie (członkami klubu byli Andrzej Sałacki – wielokrotny mistrz Polski w ujeżdżeniu, Artur Bober, Jerzy Jaremkiewicz, Kazimierz Lewndowski i inni) a wielu jego członków zdobyło uprawnienia sędziowskie, trenerskie i instruktorskie;

  • szkoleniowym – od początku istnienia działała „Klubowa Akademia Jeździecka”, której celem była nauka jazdy konnej i doskonalenie kunsztu jeździeckiego wśród członków klubu. Oprócz jazd i treningów odbywały się wykłady z teorii jeździectwa, historii hippiki, pielęgnacji i hodowli koni, oraz zajęcia praktyczne w stajni. W późniejszym okresie Klub prowadził też odpłatnie szkółki jeździeckie. Nieocenionym pierwszym instruktorem a także trenerem sekcji sportowej był przez wiele lat ś.p. mjr Wacław Zieliński, przedwojenny kawalerzysta. Rektorem „Akademii” był Henryk Geringer d’Oedenberg, wówczas młody asystent WSR (dziś profesor na AR we Wrocławiu – kierownik Katedry Hodowli Koni i Jeździectwa);

  • rekreacyjnym – Klub organizował liczne wyjazdy sobotnio-niedzielne do stad i stadnin (Książ, Moszna), latem organizował tamże „wczasy w siodle” a zimą kuligi i obozy poświąteczne. Byliśmy szczególnie miło przyjmowani w Książu przez dyrektora inż. Zbigniewa Dąbrowskiego, który długie lata roztaczał też opiekę nad Klubem. Koronną imprezą klubową były coroczne rajdy konne organizowane na pojezierzu Lubuskim lub Drawskim. W annałach Klubu zapisał się też słynny rajd z Wrocławia nad Bałtyk i z powrotem. Udział w rajdzie był specjalnym wyróżnieniem. Oczywiście codzienne przejażdżki po lesie osobowickim w trakcie roku akademickiego i biegi myśliwskie św. Huberta były stałym punktem programu.

Prócz tego kwitło w Klubie życie towarzyskie. Słynne były bale rocznicowe („Skok na bankiet”), spotkania porajdowe, hubertusy, wspólne obiady po niedzielnych jazdach na Osobowicach.

Klubem kierował zarząd, na czele którego stał prezes. Pierwszym prezesem był Krzysztof Lorenz, po nim prezesowali Henryk Geringer d’Oedenberg, Mirosław Soroka i wielu innych. Członkowie Klubu rekrutowali się głównie spośród studentów i młodych pracowników naukowych uczelni wrocławskich. Dzielili się na „członków sympatyków” i „członków zwyczajnych”. Warunkiem uzyskania statusu członka zwyczajnego było ukończenie „Akademii Jeździeckiej” (egzamin teoretyczny i praktyczny) oraz odpracowanie odpowiedniej liczby godzin w stajni. Prócz tego, z czasem pojawili się również „członkowie emeryci” – absolwenci, którzy już ukończyli studia, a nie rzadko opuścili Wrocław. Mieli oni „przywilej” płacenia składek rocznych, mogli też odpłatnie i w miarę wolnych miejsc, uczestniczyć w imprezach klubowych (jazdy, obozy, nawet rajdy). Mogli też nosić znaczek klubowy.

Wiosną 1980 roku Klub przeniósł się z Osobowic do nowo zbudowanego ośrodka w Świniarach. Ośrodek, był wspaniały. Miał przestronną stajnie z boksami, duże pomieszczenie klubowe, wygodną siodlarnię, urządzenia sanitarne, których brak najbardziej doskwierał na Osobowicach, padoki i piękne tereny do jazd. Jednakże w odczuciu wielu starych członków-emerytów nie miał tej atmosfery – był to już inny Klub, jakkolwiek młodsi AKJ-towicze darzą go dużym sentymentem. Klub działał jeszcze aktywnie mniej więcej do roku 1986 napotykając na coraz to większe trudności. Stan wojenny, a potem przekształcenia własnościowe i ostateczna prywatyzacja ośrodka w Świniarach w 1990 roku dokonały reszty. Obecnie AKJ w tamtej formie już nie istnieje. Nowe struktury, mieniące się AKJ-tami, które pojawiają się, często efemerycznie, nie próbują nawiązywać do dawnych tradycji. Są rozproszeni, a ponieważ nie mają własnego ośrodka, który skupiał by życie towarzyskie, ich działalność ogranicza się do jazd rekreacyjnych a co najwyżej do sportu wyczynowego. W dzisiejszych realiach powstanie klubu o wielostronnej działalności jest mało prawdopodobne. Poza tym my, byli członkowie AKJ, mieliśmy tylko TO i nic więcej. Potrafiliśmy naszą szansę wykorzystać do maksimum, lecz nie była nam dana możliwość czynienia niczego ponadto. Dziś można realizować się na wiele sposobów, także i w jeździectwie. Dlatego zapewne jest już mniej entuzjastów mozolnych zimowych dyżurów w stajniach,  nocnych wacht przy koniach na rajdach i długich przemarszów w pyle ściernisk, nawet gdy są one wynagradzane nieprzerwanym przebywania z ulubionymi końmi,  niezapomnianymi galopami po leśnych duktach,   chłodnymi kąpielami w krystalicznie czystych wodach jezior podczas pławienia koni, długimi wieczorami przy ognisku – przy gitarze i jakimś szlachetnym trunku w towarzystwie uroczych dziewczyn, czy też pięknymi wschodami i zachodami słońca podziwianymi na rajdowych biwakach.

Jednak chyba właśnie te przeżycia sprawiły, że przyjaźnie tam zadzierzgnięte wytrzymały próbę czasu. Od dziesięciu bliskolat byli AKJ-towicze, założyciele Klubu, jego członkowie starsi i młodsi, uczestnicy dawnych rajdów konnych i obozów książnieńskich, spotykają się znów regularnie na corocznych „Spędach Starych Koni”, śpiewają przy ognisku dawne rajdowe piosenki, oglądając filmy, przeźrocza z różnych imprez klubowych, piją zdrowie konia, niektórzy jeszcze dosiadają z tej okazji wierzchowców, by zaliczyć spacer w terenie, a ostatnio nawet wracają do tradycji organizowania rajdów konnych. Odbyło się już pięć rajdów na koniach huculskich w Bieszczadach i Beskidzie Niskim, oraz trzy obozy jeździeckie na Pojezierzu Drawskim („Rajdobozy”). Na imprezach tych wspominają dawne czasy swojej młodości. Ale na takie wspomnienia trzeba było sobie rzetelnie zapracować.

                                                                                                                  Olo

(opracowane w maju 2000, uzupełnione we wrześniu  2006 r.)

 

P.S. od tamtej pory repertuar imprez starokońskich rozszerzył się znacznie. Co roku są organizowane następne  rajdy, rajdobozy, bale, czasem też spędy – patrz „nasze imprezy”