Mega Jubileuszowy XXX Spęd Starych Koni

Nowinka 15 – 17.10.2021 r.

1. Nowinka, wioska której nie ma na wielu mapach, ale kościół widać z wielu kilometrów. 2. Konie nowińskie koszą trawę w całej wsi.

 

Minęło wiele lat od kiedy najstarsi członkowie Akademickiego Klubu Jeździeckiego ukończyli studia i rozpierzchli się po świecie.
Minął kolejny szmat czasu, gdy po latach pracy zawodowej i funkcjonowania w założonych rodzinach, z dala od koni, spotkaliśmy się ponownie.  Spotkanie to w roku 1997 zainicjował Olo. 
Spontanicznie postanowiliśmy spotykać się częściej, nazywając te spotkania Spędami Starych Koni. Minęło wiele kolejnych lat, spędy stały się cykliczne i były wyczekiwane i niezwykle barwne. Ale z czasem nie tylko spędy – były bale, spotkania opłatkowe, hubertusy, a w końcu nawet rajdy konne i rajdobozy, gdzie dosiadaliśmy koni jak za starych dobrych czasów.   
Przeżyliśmy różne wspaniałe i szalone jubileusze – było 40-lecie AKJ-tu, 50-lecie AKJ-tu,  20-lecie Starych Koni, a także „lecia” kolejnych rajdów i rajdobozów. 
Nieformalne Stowarzyszenie Starych Koni mocno się przez lata rozrosło i przewinęło się przez nie mnóstwo ludzi. Do ruchu włączyli się z czasem mężowie dziewczyn z  dawnego AKJ-tu i żony chłopaków z tegoż studenckiego klubu. Tylko przez rajdy przewinęło się ponad 50 osób, a przez wszystkie imprezy jest to liczba wielokrotnie większa.    
Powstała strona internetowa, gdzie pojawiały się i pojawiają nadal relacje z wszystkich imprez które organizujemy, a także  wiele innych informacji.     
Bawiliśmy się świetnie, przeżyliśmy wspaniałe chwile i przygody, uwiecznione na setkach zdjęć. Wspomnień nikt nam nie odbierze.  
Niestety czas płynął nieubłaganie i impet naszych działań zaczął tracić moc. Na co wpływ miały przede wszystkim prawa biologii, innymi słowy PESEL, ale także pandemia koronawirusa, która spadła na świat jak grom z jasnego nieba i określiła charakter  wielu działań, spotkań i uroczystości.  Wpłynęła m.in. na jakość XXX Spędu Starych Koni.  
Organizacja tej imprezy nie napotykała wprawdzie na szczególne trudności, jednak frekwencja okazała się być najmniejszą z wszystkich dotychczasowych jubileuszy. 

Ale po kolei…    
Na początku roku 2020 powstał pomysł zorganizowania XXX Spędu w Zakrzowie u Andrzeja Sałackiego i rozmowy były już mocno zaawansowane. Z pewnością oprawa imprezy byłaby  wspaniała, a frekwencja duża. Niestety przyszedł wirus i sprawa upadła. Sądziliśmy że tylko przekładamy imprezę do jesieni, ale jesienią wirus panoszył się uparcie i nadal duże zgromadzenia nie wchodziły w rachubę. Nauczyliśmy się żyć z obostrzeniami, w okresowo mniejszej lub większej izolacji, a przede wszystkim pogodziliśmy się z  zakazem dużych zgromadzeń.   
Wiosną 2021 sytuacja nie uległa radykalnej poprawie, więc tylko czasem ktoś coś zamruczał o XXX Spędzie, ale o konkretach nie było mowy. Spodziewaliśmy się  poprawy sytuacji latem, co rzeczywiście nastąpiło, ale temat jubileuszu jakoś się rozmył.        
Jednocześnie autorka niniejszej relacji udostępniła małej grupie Starych Koni zdjęcia z konnych letnich eskapad w rejonie Masywu Śnieżnika, co zaowocowało decyzją: „jedziemy pod Śnieżnik na spotkanie porajdowe”. Miejsce zostało zaklepane i  organizacja ruszyła pełną parą.  
Ale nagle przypomnieliśmy sobie o jubileuszu i natychmiast Olo rzucił w Internet wiadomość, aby wieść dotarła do jak największej ilości osób.  Miejsce spędu wydawało się mało ekskluzywne jak na wielki jubileusz, jednak machina ruszyła i nie było już czasu na szukanie czegoś innego. A w  końcu chodzi o fajny czas w fajnym towarzystwie, a jeśli z dala od cywilizacji i mało ekskluzywnie – no cóż, raz byłoby inaczej. Postanowiliśmy iść tą drogą.        
Chętnych szybko przybywało, przez chwilę było 25 osób, a  kolejne osoby poważnie rozważały wyjazd w góry. Jednak gdy termin wyjazdu się zbliżał, codziennie ktoś zgłaszał rezygnację. Powodem nie były fochy, brak energii do spakowania się i odbycia podróży, ani nagłe zdarzenia  – powodem były najczęściej problemy zdrowotne. Bardzo to zasmuca i pokazuje gdzie jesteśmy i dokąd zmierzamy.       
Ale pokazuje też, że nie należy się poddawać i tracić wiary. Spęd pokazał jak stale potrafimy się dobrze bawić, ile mamy jeszcze pary i pomysłów. Ciągle dajemy radę wędrówkom po lesie, galopom po łąkach, śpiewom przy ognisku. Kolejny raz przekonaliśmy się, że śmiechoterapia jest najlepszym lekiem na wszystko.

3. Kasia, szefowa „Nowinki” 4. Koni w „Nowince” jest w bród,  żyją cały rok na pastwiskach

 

Miejscem spędu był ośrodek „Nowinka” w Nowej Wsi koło Międzylesia, wśród lasów i łąk u podnóży Śnieżnika. Wieś składa się zaledwie z kilku domów i nie ma jej na wielu mapach. Ośrodek prowadzi Kasia z rodziną, osoba niezwykła. Przed laty zaczynała przygodę z końmi we wrocławskim klubie jeździeckim WKS Śląsk przy ulicy Mieszczańskiej, była najlepszą luzaczką słynnego wtedy wrocławskiego jeźdźca Jacka Pękalskiego. Obecnie ma 40 koni, dużo psów, kotów, własnych dzieci i wnuków, jest osobą niezwykle ciepłą, preferującą spokojne, bezstresowe życie z dala od cywilizacji, maksymalnie zgodne z prawami ekologii. Wnuki ganiają boso po podwórzu nawet gdy jest przymrozek, dzieciaki podobno kąpią się w rzece nawet zimą, w skromności nie nazywając tego  bynajmniej morsowaniem. Konie cały rok żyją na bezkresnych pastwiskach, nie mając żadnej stajni. Wyglądają świetnie, są wyjątkowo spokojne i ufne, w dobrej kondycji, o suchych ścięgnach, mimo górskiego podłoża po którym wożą turystów. Cała rodzina emanuje spokojem, uśmiechem, nie przywiązując żadnej wagi do spraw mało ważnych – jak to że dziecko lata boso w piżamce po jesiennym błocie, że pies z kotem wylegują się na kanapie przeznaczonej dla gości i pewnie narzuta będzie pełna kłaków, że wyposażeniem kuchni są przypalone garnki, wymagające  wymiany (ale po co). Gdy trzeba wyznaczone do jazdy konie sprowadzić z pastwiska, a goście są jeszcze nie ogarnięci, po zwierzęta idą całkiem małe dzieci, przyprowadzając na sznurkach pokaźny tabun i ochoczo pomagając potem je czyścić. Bez strachu włażą pod końskie brzuchy by odbłocić kopyta. Kasia czasem jedzie z gośćmi w teren, ale czasem musi stanąć przy garach i wtedy jazdę prowadzi któraś jej latorośl. A gdy już szefowa staje przy garach, powstają bardzo smaczne specjały, najczęściej  improwizowane. Gdy Kasia nie kręci się przy koniach, ani nie gotuje akurat zupy, lata z mopem i wyciera zabłocone podłogi, lub piecze na szybko pyszne drożdżowe ciasto ze śliwkami.

5. W Nowince żyje się bezstresowo. 6. Zwierząt wszelkich jest dostatek… 7.  … i są one szczęśliwe.

 

Nasza przygoda zaczęła się w piątek po południu. Obiad był zamówiony najpierw na 18.00, potem ta godzina była stale przesuwana, gdyż ciągle kogoś brakowało. Ostatecznie jedliśmy zupę nie bardzo ciepłą, ale była pyszna. Tego dnia Jaga miała imieniny, więc najpierw została obdarowana prezentami, a po obiedzie postawiła wspaniałą szarlotkę i dobre wino. Na spęd ostatecznie dotarło 15 osób, więc panowała kameralna, rodzinna atmosfera.  Siedzieliśmy sobie przy wspólnym stole i było bardzo miło. Wieczorem Andrzej ustawił przywieziony sprzęt audiowizualny i pokazał migawki z różnych poprzednich spędów, ubarwiając tym jubileuszowy wieczór. Zobaczyliśmy jacy piękni byliśmy kiedyś…. ale bez paniki, jesteśmy teraz piękni inaczej. Cały trzydniowy pobyt to pokazał, a program był jak zwykle napięty. 

8.  Solenizantka Jaga przyjmuje życzenia i  prezenty. 9.  Spełniamy toast.
10.  Jeść się chce. 11.  Kasia dobrze nas karmiła.

 

W sobotę po obfitym śniadaniu poszliśmy do koni, które wcześniej z pastwiska przyprowadziły liczne w Nowince dzieciaki. Kasia przydzieliła każdemu pasującego wierzchowca, kierując się sobie wiadomym kluczem, ale trochę podpytując wcześniej o różne szczegóły. Na jazdę konną zapisało się 6 osób. U Kasi większość koni jest siwa. Są to albo czyste araby, albo mieszańce arabów,  jako że przed laty działał tu siwy ogier, który naprodukował dużo dzieci. Koniki są niewysokie, więc już z tego tytułu budzą zaufanie. Osoby nie jeżdżące asystowały przy siodłaniu, pomagając potrzymać konia czy dopiąć popręg. Potem ruszyli w las na długi spacer, a celem pieszych było znalezienie łąki pełnej zimowitów, co im się udało. Zimowity miesiąc wcześniej pokrywały łąki szczelnym kobiercem, ale teraz było ich znacznie mniej i wyraźnie przekwitały. Tym niemniej było to niezwykłe znalezisko.

12. Zimowitowa łąka 13. Piesi wędrują.  14. Zimowity poczekały na nasz przyjazd.

 

Natomiast konni odbyli ponad dwugodzinną jazdę w przepięknym górskim terenie, jadąc raz skrajem lasu, raz otwartymi łąkami. Przez większość czasu widać było  sam Śnieżnik Wielki, ale także masyw Małego Śnieżnika z Goworkiem, Trójmorski Wierch, a także inne pomniejsze górki, nie zdiagnozowane na szybko. Przejeżdżaliśmy przez małe wioski, polne drogi i ścierniska, po których było całkiem sporo galopu. Koniki na otwartych przestrzeniach wykazywały niezwykłe zdyscyplinowanie i nie próbowały się ścigać. Pogoda był piękna, świeciło słońce i lasy mamiły kolorami. Jazda była wspaniała i każdy dostał ogromną ilość endorfin.

15. Przed sobotnią jazdą.
16. Ruszamy…

 

17.  W Masywie Śnieżnika. 18. W dali  widać Góry Bystrzyckie.
19.  Świat był piękny. 20.  Pogoda dopisała, choć się nie zapowiadało.
21.  Czasem jechaliśmy przez niekończące się łąki… 22.  … a czasem brzegiem lasów.
23. Lasy były niezwykle kolorowe. 24. Po jeździe koniki znowu na swoim pastwisku.
   
   

Po jeździe Kasia zaserwowała bigos, który spałaszowaliśmy z wielką przyjemnością, gdyż na powietrzu każdy zgłodniał.    
Kolejnym punktem programu była niespodzianka. Była ona anonsowana we wcześniejszych ogłoszeniach i budziła spore emocje. Wiele osób usilnie próbowało wysondować w czym rzecz, zakładając z góry, że prawdopodobnie nie będą chcieli brać udziału w przedsięwzięciu. Z tej przyczyny niespodzianka do końca trzymana była w tajemnicy.  Tak że po lunchu wsiedliśmy w swoje konie mechaniczne i niezwykle piękną droga leśną pojechaliśmy w nieznane.        
Niespodzianką były warsztaty ceramiczne w bardzo ciekawej pracowni ceramicznej  „Rezerwat” w Pisarach, wsi oddalonej o około 15 km od Nowinki. Było to coś całkiem nowego, coś, czego nigdy nie doświadczyliśmy, więc pasowało jako akcent ubarwiający szczególny jubileusz. Tym bardziej że w programie warsztatów było własnoręczne wykonanie jakiegoś gadżetu, który każdy sobie zabierze jako pamiątkę XXX spędu.

25. Warsztaty ceramiczne okazały się niezłą zabawą. 26. Wszyscy spróbowali swoich sił w ceramicznym rzemiośle.
27. Pojawiły się nowe talenty. 28.  Instruktor pokazał też działanie  koła garncarskiego.

 

Gdy już zaparkowaliśmy pod pracownią i wydało się co jest tą niespodzianką, nastąpiła pewna konsternacja. Prawdopodobnie parę osób wiedząc wcześniej o co chodzi nie zechciałoby przyjechać. Ale warsztaty okazały się nie tylko ciekawe, lecz także niezwykle wciągające. Nasz instruktor interesująco je prowadził, pokazując co i jak możemy sami zrobić, zachęcając by spróbować swoich sił w tym artystycznym rzemiośle.  Nie było żadnego obowiązku, ale prawie wszyscy przystąpili do twórczych wyczynów. Instruktor przygotował różne formy z których można było skorzystać, ale niektóre osoby kleiły swoje gadżety bez wspomagania się foremką i wychodziło im całkiem dobrze. Marysia ulepiła konika bez foremki, a Andrzej kieliszek na jajko, wzbogacając kolekcję Reni. W drugiej części warsztatów instruktor uruchomił koło garncarskie i także każdy mógł spróbować pracy na tym kole. Kasia na wyjezdnym zaopatrzyła nas w blachę ciasta drożdżowego ze śliwkami, więc w czasie pracy podjadaliśmy ciasto prosto z blachy, ciesząc się nim nie mniej niż własnym talentem. W pracowni spędziliśmy bardzo fajny czas i z pewnością nikt nie żałował że tam pojechał. Ledwie zdążyliśmy na późny obiad. Natomiast nasze dzieła pozostały w pracowni, gdyż muszą być jeszcze wypalone w odpowiednim piecu. Po około dwóch tygodniach podobno dostaniemy je, dodatkowo z drobnymi prezentami od firmy – co nam obiecano.

29. Praca wre. 30. Wyższy stopień wtajemniczenia. 31. Jurek bardzo przejęty. 32. Dorotka zaabsorbowana.

 

Po dobrym obiedzie spożytym w strojach organizacyjnych, siedzieliśmy jakiś czas przy stole popijając dobre wino i celebrując Wielki Jubileusz. Ten czas pozwolił nieco odpocząć i po prostu w miłym klimacie pobyć ze sobą.

33. W sobotę celebrowaliśmy XXX  Jubileuszowy Spęd. 34. Olo stosownie przemówił.
35. Olo życzył kolejnych 30-tu spędów. 36. Dobrze się bawiliśmy.

 

W międzyczasie gospodarze rozpalili ognisko i wkrótce przenieśliśmy się do ognia. Piekliśmy kiełbaski, śpiewaliśmy, śmialiśmy się, a dym rozkosznie okadzał. Była połowa października, więc pora mało ogniskowa, ale dni były bardzo ciepłe, toteż mieliśmy poczucie przedłużonych wakacji. Tym niemniej zimna noc w końcu nadeszła i wygoniła towarzystwo w ciepłe pielesze.

37.  Wieczór spędziliśmy przy ognisku.  38.  O późnej godzinie zrobiło się zimno.

 

W niedzielę planowana była wycieczka, a nawet dwie, w zależności od potrzeb. Można było pojechać do Międzygórza, albo wybrać się do kaskad rzeki Nowinki, które podobno są bardzo piękne. Jednak jeźdźcom tak się spodobała jazda konna poprzedniego dnia, że postanowili ją powtórzyć. Więc grupa podzieliła się i piesi znowu poszli penetrować teren po swojemu, a konni ruszyli po swojemu. Piesi nie omieszkali zahaczyć o bardzo spektakularne wyrobisko po dawnym kamieniołomie tuż za wsią, a także zwiedzić  niezwykły, barokowy kościół z 1715 roku, który robi wielkie wrażenie. A to dlatego, że z jednej strony jest jednym z największych kościołów Dolnego Śląska, a z drugiej leży nieomal na pustkowiu, w maleńkiej wsi u podnóża puszczy śnieżnickiej, wśród zaledwie kilku domostw. Robi niesamowite wrażenie, budowla widoczna jest z odległości wielu kilometrów.

39.  Spektakularne stare wyrobisko 40.  Kolory jesieni

 

Konni  ruszyli najpierw drogą leśną, potem wyjechali na bezkresne łąki i pola, gdzie galopowali bez końca. Wkoło roztaczały się górskie panoramy, co niezwykle ubarwiało eskapadę. Co rusz z krzaków wyskakiwały sarny, a raz pojawił się na polach ogromny rogacz w towarzystwie kilku łani, specjalnie nie stresując  się  jeźdźcami. Był to bardzo piękny akcent jesiennej przejażdżki.

 

41. Niedzielna jazda. 42. Dorodny rogacz z wianuszkiem panienek.
43. Żegnajcie koniki, jeszcze was odwiedzimy. 44. Po odprowadzeniu koni na pastwisko żegnamy Nowinkę.

 

Na tym spęd się zakończył. Przed powrotem do domu wypiliśmy jeszcze herbatę i zaczęliśmy się rozjeżdżać. Jubileuszowy Spęd XXX był zupełnie niepodobny do innych, ale bardzo się wszystkim podobał i wracaliśmy do domów pozytywnie zakręceni.

Kliknij na zdjęcie, aby go powiększyć.

Tekst: Formisia. 
Zdjęcia: Andrzej Lisowski, Formisia, Hania, Dorota, Renia.
Wstawił na stronę:  Olo
Zdjęcia w galerii: Elżbieta Szelińska (Ruda Warszwska)